niedziela, 29 listopada 2015

Kakaowiec zawijany

Mówi się, że czasu nie można cofnąć. Kiedy jem kakaowiec i popijam go mlekiem, mam  wrażenie, że znów siedzę przy kuchennym stole mojej babci i patrzę, jak krząta się po kuchni, podkłada drewno do pieca… Odwiedzając ją często można było liczyć na drożdżowe wypieki. Kakaowiec był numerem 1 mojego brata. Ja przepadałam za makowcem. Ale oba te ciasta przypominają mi dzieciństwo. Bardzo je lubię i cieszę się, kiedy znów leżą przede mną na talerzyku :)
Ciasto to nadal piecze się na Podkarpaciu i nie tylko, choć pewnie w każdym domu inaczej się je nazywa. Sama masa kakaowa bywa jednak różnie przygotowywana. Swój sposób skonsultowałam z mamą i moimi ciociami, które robią to tak, jak babcia. Od siebie jednak dodałam smarowanie białkiem pod kakao, bo wiem z doświadczenia, że dzięki temu drożdżowe zawijańce pozostają zwarte i nie rozwarstwiają się.
Ciasto ma lekką konsystencję i nie jest zbyt słodkie. To bardziej śniadaniowa bułeczka do mleka, niż ciasto na przyjęcie. Kakaowiec ma okrągły przekrój, ale tradycyjnie kroi się go na ukos i kromeczki wychodzą wówczas owalne.


Składniki na 2 niewielkie kakaowce długości około 30 cm:
  • 500 g mąki pszennej (np. luksusowej) + do podsypania
  • 50 g drożdży (pół małej kostki)
  • 200 ml mleka
  • 4 żółtka
  • ½ szklanki cukru
  • 100 g masła
  • olejek rumowy
  • duża szczypta soli
Masa kakaowa:
  • 6 łyżek kakao
  • 6 łyżek cukru
Dodatkowo:
  • 2 lekko roztrzepane białka
Mleko lekko podgrzać. W głębokiej misce rozetrzeć drożdże z łyżką cukru (ubraną z połowy szklanki) aż zmienią konsystencję w płynną. Dodać mleko, a z przesianej mąki wziąć 6 łyżek i wymieszać z drożdżowym zaczynem. Przykryte ściereczką odstawić w ciepłe miejsce na kilkanaście minut.
W tym czasie rozpuścić masło, a żółtka utrzeć z resztą cukru i kilkoma kroplami olejku rumowego na gęstą masę. Można to zrobić w makutrze, albo za pomocą miksera.
Do wyrośniętego zaczynu dodać resztę mąki, szczyptę soli i utarte żółtka. Wszystko razem wyrabiać przez kilka minut. Na koniec dodać przestudzone masło i wyrabiać kolejne kilka minut, aż ciasto wchłonie cały tłuszcz i będzie miało jednolitą konsystencję.
Dno miski, w której wyrabiane było ciasto lekko oprószyć mąką, włożyć do niej kulę z ciasta i ją również oprószyć mąką. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut, do wyrośnięcia.
W tym czasie kakao i cukier zmieszać w miseczce. Białka roztrzepać widelcem.

Po wyrośnięciu połowę ciasta przełożyć na lekko wysypany mąką blat i rozwałkować na kwadrat wielkości mniej więcej 30 x 30 cm . Posmarować cały białkiem i wysypać na niego kakao w taki sposób, by brzegi pozostały puste. Zwinąć roladę delikatnie, ale dość ściśle. Koniec zawinąć pod spód. Boki również. To samo zrobić z drugą połową ciasta.


Oba kakaowce przełożyć na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pozostawić między nimi odstęp, ponieważ ciasto jeszcze nieco urośnie. Przykryć ściereczka i odstawić w ciepłe miejsce na kolejne 30 minut. Wyrośnięte ciasto posmarować pozostałym białkiem. Dzięki temu będzie błyszczące i po upieczeniu nabierze złoto-brązowego koloru.

Piec w temperaturze 180 stopni (grzałka dolna) około 30 – 35 minut. Gdyby wierzch rumienił się za bardzo można ciasto lekko przykryć folią aluminiową.

Przestudzić przed krojeniem.






sobota, 28 listopada 2015

Postna sałatka śledziowa

Prosta i smaczna sałatka, w której skład wchodzi zaledwie kilka składników. Tyle jednak w zupełności wystarczy. Śledź, ziemniaki, marchewka i jajko.
Przepis na tę sałatkę rodem z Podkarpacia  znalazłam w książeczce „Tradycje kulinarne Wielopolszczyzny” (Wielopole Skrzyńskie i okolice).


Składniki:
  • 3 filety śledziowe (z octu)
  • 6 średnich ziemniaków
  • 1-2 marchewki
  • 3 jajka
  • 1 łyżka szczypiorku
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
  • sól i pieprz do smaku
  • majonez i śmietana
Ziemniaki i marchewkę ugotować, ostudzić, obrać i pokroić w kostkę. Jajka również ugotować i pokroić w kostkę. Śledzie pokroić na niewielkie kawałki. Wszystkie składniki wymieszać. Dodać szczypiorek, natkę pietruszki, sól, pieprz, majonez i śmietanę. Wymieszać i schłodzić. I zjeść :)





niedziela, 22 listopada 2015

Kwiat jabłoni – ciasto orzechowe z jabłkami i kremem z białej czekolady

Ciasto kwiat jabłoni to lekki orzechowy biszkopt przełożony duszonymi jabłkami i kremem z białej czekolady. Delikatność kremu na bazie kremówki i serka mascaropne komponuje się z lekko kwaskowatą masą jabłkową i wilgotnym biszkoptem. Bardzo smaczne ciasto, więc gorąco polecam :)


Biszkopt orzechowy:
  • 2 szklanki zmielonych orzechów włoskich
  • 10 jajek
  • 6 płaskich łyżek mąki pszennej
  • 6 płaskich łyżek bułki tartej
  • 1 i 1/4 szklanki drobnego cukru
  • duża szczypta proszku do pieczenia
  • mała szczypta soli
Krem z białej czekolady:
  • 400 ml śmietany kremówki (36%)
  • 500 g serka mascarpone
  • 200 g białej czekolady (2 tabliczki)
  • 2 łyżki cukru pudru (najlepiej trzcinowego)
Masa jabłkowa:
  • 10 jabłek
  • 3 łyżki cukru
  • 1 galaretka cytrynowa
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
Do nasączania ciasta:
  • 1/2 szklanki soku jabłkowego
  • sok z 1/4 cytryny
  • 1 kieliszek wódki (opcjonalnie)
Do dekoracji:
  • 1 łyżka kakao
  • 1/2 tabliczki białej czekolady

Bazę do kremu przygotowujemy dzień wcześniej.
Śmietanę podgrzewamy w małym garnku niemal do zagotowania, ściągamy z ognia, dodajemy pokruszoną czekoladę i odstawiamy na 2-3 minuty. Po tym czasie dokładnie mieszamy. Po lekkim przestygnięciu krem przykrywamy folią spożywczą w taki sposób, by folia dotykała powierzchni. Zapobiegnie to tworzeniu się kożucha. Po wystygnięciu bazę wkładamy na noc do lodówki.

Przygotowanie ciasta (wszystkie składniki w temperaturze pokojowej):
Orzechy, mąkę, bułkę tartą i proszek do pieczenia wymieszać razem.
Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. Żółtka utrzeć z cukrem do białości. Dodać szczyptę soli i wymieszać ze składnikami suchymi. Masa będzie lekko zbita. Poluzować ją odrobiną ubitych białek. Dodać resztę ubitej piany delikatnie, ale dokładnie mieszając.
Ciasto przełożyć na blaszkę o wymiarach 25x35 cm wyłożoną papierem do pieczenia. Piec w temperaturze 180 stopni (grzałka góra-dół) około 50-60 minut, do tzw. suchego patyczka.
Po całkowitym wystygnięciu biszkopt przeciąć na 2 blaty.

Przygotowanie masy jabłkowej:
Jabłka obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Przełożyć do garnka z grubym dnem i dusić pod pokrywką około 30 minut. Mieszać od czasu do czasu, żeby jabłka nie przywarły do dna. Na koniec dodać cukier, wymieszać i wyłączyć gaz. Jeśli ciasto nie jest gotowe przed samym przekładaniem ponownie podgrzać jabłka i wówczas dodać galaretkę (w proszku) oraz ekstrakt waniliowy. Masę jabłkową dokładnie wymieszać. Ciepłą masę jabłkową wyłożyć na dolny spód biszkoptu naponczowany połową mieszanki soku jabłkowego z dodatkami i wyrównać. Pozostawić do przestygnięcia. W tym czasie przygotować krem z białej czekolady.

Przygotowanie kremu:
Bazę do kremu przygotowaną dzień wcześniej przełożyć do miski, dodać cukier puder i miksować aż zamieni się w puszysty krem. Dodać serek mascarpone i jeszcze raz dobrze zmiksować.

1/3 kremu przełożyć na wystudzoną masę jabłkową. Dla ułatwienia krem można wycisnąć pasami z worka cukierniczego. Łatwiej będzie go rozsmarować bez mieszania z jabłkami. Następnie krem przykryć drugim blatem orzechowym. Po naponczowaniu blatu wyłożyć na niego pozostały krem i równo rozsmarować. Wierzch oprószyć kakao i posypać startą białą czekoladą.


Ciasto przechowywać w lodówce.




poniedziałek, 16 listopada 2015

Kapusta lasowiacka z zasypką

Dzisiaj prezentuję jeden z wielu lokalnych przepisów na smaczną gotowaną kapustę z dodatkami. Zwykle kapustę przygotowuje się z jednym wiodącym dodatkiem, np. suszonymi grzybami, albo grochem. Tym razem jednak zachęcam Was do ugotowania wszystkomającej kapusty lasowiackiej z zasypką :) Znajdzie się w niej – poza kapustą kiszoną – boczek, czerwoną fasolę, kaszę jęczmienną i cebulę. Prawda, że ma wszystko? :) Można ją podawać z chlebem, albo kotletami mielonymi. Lub ziemniakami. Wszystko zależy od upodobań. Podstawowy przepis pochodzi z książeczki „Smaki Kolbuszowszczyzny” i został zaprezentowany przez Koło Gospodyń Wielkich z Kolbuszowej Górnej. Jedyna zmiana, jakiej dokonałam, to wywar mięsny. U mnie jest to wywar z obgotowanego wędzonego boczku, a w oryginale zastosowano wywar z żeberek.

Składniki:
  • 1 kg kiszonej kapusty
  • 300 g wędzonego boczku w kawałku
  • 50 g kaszy jęczmiennej
  • 200 g czerwonej fasoli
  • 2 cebule
  • ziele angielskie
  • 4 liście laurowe
  • ½ łyżeczki kminku
  • 2 łyżki masła
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • sól i pieprz

Wieczór wcześniej fasolę wkładamy do głębokiego garnka i zalewamy wodą. Odstawiamy do napęcznienia. Na drugi dzień wodę z fasolą solimy (około 1 łyżeczki soli) i gotujemy do miękkości, mieszając od czasu do czasu. Może to potrwać około godziny.

W tym czasie w osobnym garnku zagotowujemy wodę, dodajemy 4 listki laurowe i 4 ziarna ziela angielskiego i wkładamy do niej boczek. Gotujemy go około 15-20 minut na niewielkim ogniu.

Na dno dużego garnka nalewamy kilka centymetrów wody, zagotowujemy i wkładamy do niej lekko wypłukaną, odciśniętą i pokrojoną kapustę kiszoną. Obgotowujemy około 15 minut i odcedzamy.
Kapustę ponownie przekładamy do tego samego garnka i zalewamy wywarem z boczku, przekładając również liście laurowe i ziele angielskie. Dodajemy boczek pokrojony w kostkę, kaszę jęczmienną i kminek. Kapustę z dodatkami dusimy około 30 minut często mieszając.

Cebulę drobno siekamy i podsmażamy na maśle do zeszklenia. Dodajemy mąkę i wszystko razem jeszcze chwilę smażymy. Całość przekładamy do garnka z kapustą, mieszamy i zagotowujemy. Na koniec kapustę solimy i pieprzymy do smaku. Dodajemy odcedzoną fasolę i mieszamy.


niedziela, 15 listopada 2015

Raniżowski ryziok – kuchnia podkarpacka

Trzeci Talerz - podkarpacki blog kulinarny
Raniżowski ryziok - kuchnia podkarpacka
Na południowo-wschodnich krańcach Puszczy Sandomierskiej, na terenie gminy Raniżów zamieszkałej przez Lasowiaków, gospodynie domowe piekąc raz na kilka tygodni chleb, przygotowywały przy tej okazji inne specjały na bazie ciasta drożdżowego. Miało to swoje praktyczne uzasadnienie, ponieważ piec chlebowy był rozpalany tylko na tę okazję i wykorzystywano wówczas wszelkie jego możliwości, a dodatkowo ciepło, jakie dawał, sprzyjało wyrastaniu ciasta na drożdżach. Gospodyni oderwana od prac polowych na ten jeden dzień, pożytkowała swój czas w taki sposób, by przygotować wiele wypieków dla rodziny na kolejne dni i tygodnie, między innymi ryziok. To tradycyjne ciasto było i nadal jest pieczone w wielu domach w Raniżowie, Staniszewskim, Mazurach, Korczowiskach czy Posuchach.
Ryziok to ciasto drożdżowe wypełnione ugotowanym wcześniej na mleku ryżem, zamkniętym w cienkiej otoczce z ciasta. Ciasto jest wilgotne i lekko słodkie, a konsystencja ryżu zwarta. Ryziok pieczono w tych samych dużych prostokątnych brytfankach, co chleb. Ciasto bywało podawane na gościnny stół na różne uroczystości, jednak jedzono je głównie na co dzień, rano lub na wieczerzę.  Niekiedy kromki ryzioka podsmażano na maśle. Moja ciocia wspomina, że przed świętami babcia odstawiała na szafę upieczone jabłeczniki, pierniki, makowce, by doczekały świąt, natomiast piekła też ryzioka, by spragnione słodkości dzieci mogły jeść go od razu.
W sąsiednich regionach piecze się podobne do ryzioka ciasta wytrawne, wypełnione farszem z kaszy gryczanej lub jaglanej, niekiedy wymieszanej z gotowanymi ziemniakami.

Jak już wspomniałam tradycyjnie ryziok pieczono w dużych brytfankach, ja jednak piekę go w keksówce 10x30 cm i na taką wielkość blaszki podaję składniki.

Raniżowski ryziok - kuchnia podkarpacka

Składniki na ciasto drożdżowe:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1/3 szklanki mleka
  • 20 g drożdży
  • 3 łyżki cukru
  • duża szczypta soli
  • 2 jajka
  • 2 łyżki masła
Nadzienie ryżowe:
  • 2 niepełne szklanki ryżu
  • 1300 ml mleka
  • 100 g cukru
  • 2 łyżki masła
  • duża szczypta soli
Dodatkowo potrzebne będzie 1 jajko do posmarowania ciasta.

Raniżowski ryziok - kuchnia podkarpacka

Przygotowanie ciasta:
Mleko lekko podgrzewamy (nie może być gorące, żeby nie zabiło drożdży). W średniej misce łyżką rozcieramy drożdże z 1 łyżką cukru tak długo, aż zamienią się w płyn. Dodajemy mleko, pozostały cukier, sól, mąkę i 2 jajka. Wyrabiamy ciasto, a w międzyczasie w małym garnuszku lub na patelni roztapiamy, a potem lekko studzimy masło. Pod koniec wyrabiania ciasta dodajemy masło i wyrabiamy wszystko tak długo, aż składniki się połączą, a ciasto będzie elastyczne. Dno miski oprószamy mąka, włożyć ciasto i również je oprószyć mąką. Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. W tym czasie przygotowujemy ryż.

Przygotowanie masy ryżowej:
Mleko zagotowujemy ze szczyptą soli w garnku z grubym dnem. Ryż płuczemy pod zimną wodą i wsypujemy do mleka. Gotujemy stale mieszając do momentu, kiedy ryż stanie się zwarty, miękki i wsiąknie większość płynu. Dodajemy cukier i masło, mieszamy i odstawiamy przykryty garnek, aby ryż nie wystygł.

Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia.
Wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę oprószoną mąką i krótko wyrabiamy. Odkładamy kawałek ciasta (około 1/6), a resztę rozwałkowujemy i przenosimy do keksówki wykładając ciastem dno i brzegi foremki. Do środka wkładamy ciepły ryż i delikatnie dociskamy go łyżką, żeby nie było luk. Na wierzch kładziemy rozwałkowany kawałek ciasta, który wcześniej odłożyliśmy i łączymy go z ciastem z foremki. Wierzch smarujemy roztrzepanym jajkiem.

Pieczemy w 180 stopniach (grzałka góra-dół) około 40 minut. Jeśli ciasto ciemnieje zbyt szybko, wierzch przykrywamy luźno kawałkiem folii aluminiowej.

Raniżowski ryziok - kuchnia podkarpacka



Zapraszam również na inne dania KUCHNI PODKARPACKIEJ :)


poniedziałek, 9 listopada 2015

Podkarpackie gołąbki z kaszą jęczmienną i suszonymi grzybami


Od północy Podkarpacia, aż po jego południowe krańce, gołąbki z kaszą stanowiły danie, które gościło na stołach zarówno na co dzień, jak i od święta. Jedną z potraw, która na podkarpackich stołach zajmowała szczególne miejsce, były postne gołąbki z kaszą jęczmienną z suszonymi grzybami. Podawano je tradycyjnie podczas wieczerzy wigilijnej. Mimo że jest to danie bez mięsa, to niczego mu nie brakuje. Aromat suszonych grzybów doskonale komponuje się z kaszą, co dodatkowo podkreśla miękka, duszona w grzybowym wywarze kapusta.
W okolicach Baranowa Sandomierskiego gołąbki takie przyrządzano z kapustą jaglaną. Tradycyjnie nazywano je chopciami. Natomiast nieco bardziej na północ, nadal w Kotlinie Sandomierskiej, ale już na Ziemi Świętokrzyskiej, do farszu z kaszy jęczmiennej poza grzybami dodawano kapustę kiszoną. W tym regionie gołąbki te noszą nazwę lasowiackich chapci. Z kolei na południu Podkarpacie, w okolicach Leska i Soliny, przyrządzano wigilijne gołąbki z kaszą i suszonymi grzybami, przy czym kaszę jęczmienną mieszano z kaszą gryczaną. Jeśli dodać do tego wyliczania gołąbki z kaszą i mięsem może się okazać, że nasz region to gołąbkowo-kaszowe zagłębie :)
I właściwie nie ma się czemu dziwić. Dobrze doprawione i odpowiednio przygotowane gołąbki, podane z sosem śmietanowym, duszonymi porami lub cebulą, albo sosem grzybowym są doskonałym daniem, godnym regularnej obecności na naszych talerzach.


Składniki na około 12 gołąbków:

  • 1 większa główka białej kapusty
  • 1 łyżka octu
  • 300 g kaszy jęczmiennej
  • 40 g suszonych prawdziwków lub podgrzybków
  • 2 cebule
  • 2 łyżki tłuszczu (oleju lub smalcu)
  • sól, pieprz
  • 1 szklanka bulionu
Suszone grzyby przekładamy do niewielkiego garnka, zalewamy 3 szklankami gorącej wody, dodajemy ½ łyżeczki soli  i gotujemy około 45 minut. Odcedzamy, ale nie wylewamy wywaru. Będzie potrzebny do duszenia gołąbków.
Kaszę gotujemy wg przepisu na opakowaniu. Powinna być miękka, ale nie rozgotowana.
Z kapusty usuwamy głąb. Do głębokiego garnka nalewamy wodę, zagotowujemy ją, dodajemy łyżkę octu (dzięki czemu liście będą bardziej elastyczne i nie będą pękały) i wkładamy kapustę. Obgotowujemy ją, ściągając liście, które luźno odchodzą od całości. Liści musi być około 25, ponieważ poza gołąbkami będzie nimi wyłożone naczynie, w którym będą się dusiły. Z każdego liścia odcinamy nożykiem gruby nerw, aby liście były jednakowej grubości na całej długości. Odkładamy największe i najładniejsze liście. Połową pozostałych wykładamy dno i boki naczynia. U mnie w domu do gołąbków używa się od zawsze tak zwanej „gęsiarki”, na którą mówi się „garnek do gołąbków” ;)


Cebulę siekamy na drobną kosteczkę i podsmażamy ją na tłuszczu, soląc lekko. Kiedy zmięknie, dodajemy grzyby pokrojone w paseczki. Wszystko razem smażymy kilka minut. Grzyby i cebulę przekładamy do kaszy, dodajemy sporo pieprzu i jeśli to potrzebne, sól. Wszystko dobrze mieszamy. Farsz powinien być pikantny i leciutko przesolony, ponieważ podczas duszenia kapusta i wywar wyciągną z niego nieco tej intensywności.


Liść kapusty układamy na dłoni, nakładamy łyżkę lub 2 farszu (w zależności od wielkości liścia), zakładamy boki liścia do środka i zwijamy. Gołąbki układamy ciasto w naczyniu. Kiedy wszystkie są gotowe, zagotowujemy wywar z grzybów ze szklanką bulionu (opcjonalnie można go zastąpić szklanką gorącej wody i kostką grzybową) i zalewamy nim gołąbki (nie wyżej niż do połowy gołąbków).




Całość przykrywamy pozostałymi liśćmi kapusty, nakrywamy naczynie pokrywką i wstawiamy do gorącego piekarnika (około 180 stopni, grzałka góra-dół) na jakieś 45 minut. Gołąbki są gotowe, ale wg mnie najlepiej smakują na drugi dzień, po odsmażeniu.





Smacznego!



Zapraszam również na inne PODKARPACKIE SPECJAŁY na moim blogu :)



Księżyce z Pstrągowej

Księżyce z Pstrągowej, albo inaczej rożki rumowe, poznałam dzięki mojej koleżance Basi, która często umila nam nimi poranki w pracy. Te niepozorne ciasteczka są bardzo smaczne. Dominuje w nich aromat... rumu i spirytusu. Czyś można lepiej zacząć dzień w pracy? :)
W Basi rodzinie piecze je już czwarte pokolenie (tzn. jej córka), a przepis pochodzi od mamy, która z kolei ma go od swojej ciotki z Pstrągowej (okolice Rzeszowa), kobiety która niegdyś piekła ciasta na wesela - jak dla mnie to najlepsza rekomendacja. A więc przepis ma już kilkadziesiąt lat, nadal jest w użytku, a teraz dostaje drugie życie :)
Cytuję przepis z oryginału, bo bardzo mi się podoba jego forma :)




Aby "księżyców w nowiu" na talerzu było dużo należy w pierwszej kolejności upiec biszkopt:

  • 4 jaja
  • 4 łyżki cukru
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 kopiata łyżka kakao ciemnego
  • aromat rumowy
  • 1/4 kostki margaryny (63 g)
  • szczypta soli
Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodając pod koniec ubijania po łyżce cukru. Do żółtek dać pół łyżeczki proszku i zmieszać by rosły (w czasie gdy walczymy z trzepaczką). Wszystkie składniki zmieszać, nie bawić się z nimi długo, bo i tak wyjdą.
Margarynę roztopić na małym ogniu i wlać przestudzoną do ciasta na samym końcu.

Ciasto przelać na formę 25x35 cm wyłożoną papierem do pieczenia i wyrównać. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (grzałka góra-dół) około 12-15 minut. Upieczony, ciepły biszkopt obrócić i ściągnąć z niego papier

Na lukier należy przygotować:

1 i 1/2 szklanki cukru pudru
trochę spirytusu i wody (aby po zjedzeniu oczy nie świeciły jak księżyc w pełni, bo to tylko półksiężyce mają być)
Kiedy już biszkopt leży wyjęty z piekarnika i gorący czeka, polewamy go lukrem białym i pachnącym alkoholem.
Przyszedł teraz czas na wykrawanie księżyców, więc szklankę do tego celu potrzebować będziemy i trzy rzędy po kolei wykrawamy.












Później już tylko degustacja, najlepiej smakują od razu – cieplutkie, nasączone i pachnące.
Aby prawa jazda nie stracić, zaleca się odczekanie kilku chwil :)




Zapraszam również na inne Podkarpackie specjały! na moim blogu :)



sobota, 7 listopada 2015

Smalec z żubrówką i suszonymi śliwkami


Jeśli zdecydujecie się kiedyś na przygotowanie domowego smalcu, zachęcam do przygotowania go z jabłkami, suszonymi śliwkami i żubrówką. Dzięki tym dodatkom smalec nabierze lekko słodkiego smaku, który podkreśli aromat żubrówki. Sama nie jestem fanką tłustych dań, ale temu smalcowi nigdy nie mówię „nie”. Po prostu się nie da :)


Składniki:
  • 1 kg słoniny
  • 400 g wędzonego boczku
  • 3 cebule
  • 2 kwaśne jabłka
  • 120 g wędzonych śliwek (ewentualnie suszonych)
  • 5 ząbków czosnku
  • 2 łyżeczki soli
  • 2 łyżki majeranku
  • 70 ml żubrówki
Słoninę pokroić w kostkę nie grubszą niż 1x1 cm. Boczek podobnie. Jabłka obrać i pokroić w małą kosteczkę. Cebule również obrać i drobno posiekać.
Słoninę wrzucić do garnka z grubym dnem i wytapiać ją na średnim ogniu około 15 minut. Po tym czasie dodać pokrojony boczek i wytapiać go razem ze słoniną, aż ta zamieni się w lekko złote skwarki. Często mieszać. Zmniejszyć nieco ogień, dodać sól i wrzucić cebulę. Po około 10 minutach dodać jabłka i wszystko razem smażyć kilka minut. Wyłączyć gaz, dodać drobno posiekany czosnek, śliwki pokrojone w kosteczkę, majeranek i żubrówkę. Wszystko dobrze wymieszać i przelać do kokilek, salaterek lub słoiczków – wg własnego upodobnia :) Odstawić w chłodne miejsce do wystygnięcia i stężenia.






środa, 4 listopada 2015

Śledzie po kaszubsku

Chętnie przygotowuję dania ze śledziami, szczególnie marynowanymi w occie, a śledzie po kaszubsku to danie, które lubię szczególnie. Ostre śledzie w sosie pomidorowym z dodatkiem marynowanych grzybów i cebuli, a jednocześnie wzbogacone rodzynkami i suszonymi śliwkami, to połączenie smaków, które jest w moim guście. Mam nadzieję, że i Wam zasmakuje :) Śledzie po kaszubsku podaje się na zimno. Mogą być dodatkiem do chleba, albo przystawką. Sprawdzają się na rodzinnych imprezach, a już szczególnie jako danie Wigilijne :)
Istnieje wiele wariantów tej potrawy. Ja wykorzystuję śledzie matiasy, które marynuję przez noc, ale jeśli brak Wam czasu (lub ochoty :)) można wykorzystać śledzie w oleju i już ich nie marynować.


Składniki:
  • 6 filetów śledziowych typu matias
  • 1/2 szklanki marynowanych grzybów (np. pieczarek)
  • 3 cebule
  • szklanka suszonych śliwek
  • garść rodzynek
  • słoiczek przecieru pomidorowego (100-150 ml)
  • sól, pieprz, majeranek, sok z połowy plasterka cytryny
Marynata do śledzi:
  • 100 ml octu
  • 1,5 szklanki zimnej wody
  • 1 łyżka cukru
  • 2 listki laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka ziaren gorczycy
Matiasy moczymy w zimnej wodzie około 2 godzin (dobrze jest wymienić wodę raz lub dwa). Dzięki temu stracą one nadmiar soli. Śledzie wyciągamy z wody i kroimy na kawałki szerokości 1 cm.
Przygotowujemy marynatę: wodę zagotowujemy w niewielkim garnku, dodajemy ocet, cukier, gorczycę, ziele angielskie i listki laurowe. Gotujemy 5 minut i studzimy. Śledzie wkładamy do zimnej marynaty i marynujemy je przez noc w lodówce.

Cebule siekamy i szklimy na oleju. Dodajemy rodzynki i pokrojone śliwki. Smażymy 10 min. Następnie dodajemy przecier, przyprawy i około 200 ml wody. Dusimy kolejne 5-10 min. Po wystudzeniu sos mieszamy ze śledziami odcedzonymi z marynaty i posiekanymi grzybkami. Całość chłodzimy.